Spora większość moich Kursantów, w tym młodzież ma swój ulubiony angielski akcent, zazwyczaj są to standardowy brytyjski (RP = Received Pronunciation) lub amerykański. Ilekroć o tym rozmawiamy, uświadamiam sobie jak bardzo wzrosły standardy nauczania języków obcych w ostatnich latach. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ ja sama odróżniania podstawowych akcentów nauczyłam się dopiero na studiach! Jako nastolatka uczęszczałam na wiele kursów językowych, ale w tamtych czasach niewielu zdawało sobie sprawę z istnienia tak wielu różnych wariantów akcentu tylko w samej Wielkiej Brytanii, o reszcie świata nie wspomnę. Brakowało źródeł wiedzy, które dziś są na wyciągnięcie ręki dzięki podcastom, mediom społecznościowym czy platformom streamingowym, takim jak Netflix. Wtedy po prostu mówiło się po angielsku “na czuja” ;).
Kiedy w liceum po raz pierwszy pojechałam do Londynu, zakwaterowano nas u rodzin angielskich. Do dziś pamiętam nasze reakcje na zasłyszane rozmowy domowników – ich angielski brzmiał zupełnie inaczej niż ten którego my używaliśmy. Najbardziej zdziwiłam się kiedy od gospodyni próbowałam pożyczyć żelazko (an iron), którego w brytyjskim angielskim nie wymawiamy tak jak język nam podpowiada, czyli */ˈaɪron/, lecz UWAGA – /ˈaɪən/. Gospodyni nie miała pojęcia o co ją pytam, a na jej twarzy malowało się szczere zażenowanie. Po kilku nieudanych próbach, w końcu pokazałam o co mi chodzi, to jedyne co mogłam zrobić, smartphowe’ów przecież jeszcze nie było 😉 ”Oh, you mean “the iron”/ˈaɪən/!”, domyśliła się w końcu. Sytuację obróciłyśmy w żart, choć wtedy do głębi pojęłam jak istotna jest wymowa w angielskim, i nie mowię tutaj o akcencie, lecz o prawidłowym wypowiadaniu słów.
Teraz świat jest zupełnie inny – dużo podróżujemy, od najmłodszych lat uczymy nasze dzieci języków obcych, oglądamy filmy w oryginale czy bez umiaru korzystamy z językowych treści w mediach społecznościowych. Nie dziwi mnie więc, że wielu z Was dąży do jak najbliższego odwzorowania wymowy native speaker’ów. Dlaczego jednak my, Polacy, zamiast doceniać umiejętności językowe, które udało nam się opanować, zbyt surowo oceniamy siebie z powodu słowiańskiego akcentu? Przecież uczymy się angielskiego jako języka obcego mieszkając tutaj, w Polsce, skąd więc u nas ten nieustanny stres i potrzeba mówienia „idealnie” bez najmniejszego śladu polskiego akcentu? Nie oszukujmy się, rodowici Brytyjczycy zawsze wyczują obcokrajowca, nawet jeżeli świetnie opanował brytyjski akcent, i nie ma w tym nic złego. Myślę, że z zazdrością patrzą na tych, którzy władają więcej niż jednym językiem obcym, co w Wielkiej Brytanii nie jest wcale takie oczywiste.
Wiecznie niezadowolonym z siebie bardzo polecam posłuchać jak po angielsku mówią Włosi, Francuzi czy Hiszpanie, w tym prominentni politycy, którzy nie wydają się mieć na tym tle absolutnie żadnych kompleksów. Pamiętajmy, że angielski to język globalny w dosłownym tego słowa znaczeniu, a to, jak mówimy, nie zawsze musi odpowiadać modelowi brytyjskiemu czy amerykańskiemu. Oficjalnie, angielski jest językiem urzędowym w ponad 60 krajach, w każdym z nich usłyszymy odmienne naleciałości oraz odmienny akcent.
W samej Wielkiej Brytanii Received Pronunciation (RP), inaczej „królewski angielski” faktycznie jest postrzegany jako bardziej prestiżowy i często trudny do opanowania nawet przez samych Anglików. Pamiętajmy jednak, że RP to tylko jeden z wielu akcentów, a te regionalne, takie jak np. Cockney, Scouse czy Geordie, są równie wartościowe, chociaż nie zawsze spotykają się z tą samą akceptacją w formalnych kontekstach. Regionalne akcenty, czy różnice między akcentami „górnej” a „niższej” klasy w Wielkiej Brytanii nie powinny jednak zaprzątać głowy nam – Polakom uczącym się języka w celach komunikacyjnych. Skoncentruj się przede wszystkim na prawidłowej wymowie.
Na podstawie moich wieloletnich obserwacji, zaryzykuję stwierdzenie, że w międzynarodowym kontekście, taki „sztywno brytyjski” akcent bywa niekiedy bardziej przeszkodą niż atutem, ponieważ jest po prostu trudny do zrozumienia, chociażby ze względu na brak rotyczności (rhoticity), czyli pomijania dźwięku „r” w wymowie. Opanowanie standardowego brytyjskiego akcentu naturalnie najbardziej przyda się na Wyspach, lub po prostu w kontaktach prywatnych i/ lub zawodowych z samymi Brytyjczykami.
Ja osobiście uwielbiam Received Pronunciation i na co dzień stosuję go na moich lekcjach, choć w dość „miękkim wydaniu”. Niczego nie forsuję na siłę – kiedy zauważam, że Kursanci nie rozumieją tego co mówię, podaję wariant amerykański/ międzynarodowy.
Nie próbuj więc za wszelką cenę opanować akcentu bo tak trzeba. Jeżeli nie jest to Twoją pasją, nie studiujesz Anglistyki, nie planujesz przeprowadzki na Wyspy lub nie pracujesz z rodowitymi Brytyjczykami, postaw po prostu na poprawną wymowę i rozwijanie słownictwa. Akcent nie definiuje Twojej wartości ani zdolności do skutecznej komunikacji. Niezależnie od tego czy jest on brytyjski, amerykański, polski czy po prostu międzynarodowy, pamiętaj, że najważniejsza jest komunikacja, a sposób, w jaki mówisz, to jeden z wielu możliwych wyrazów Twojej unikalnej osobowości i doświadczeń. Jak niegdyś powiedział George Bernard Shaw: “The English language is a funny thing – it’s not the accent that counts, but the intention behind the words” (Język angielski to zabawna sprawa – nie liczy się akcent, ale intencja stojąca za słowami).
A tak na marginesie, „żelazko” niezmiennie pozostaje w czołówce najczęściej błędnie wymawianych słów angielskich w Polsce, tzw. ”false friends”. A jakie są Twoje opinie na temat angielskich akcentów? Czy zgadzasz się, że „sztywno brytyjski” akcent może bardziej szkodzić niż pomagać w międzynarodowej komunikacji? A może uważasz, że jego prestiż wynagradza trudności w zrozumieniu? Jestem niezmiernie ciekawa Twojej opinii!



